Dzień "zero" :)
Jestem już w Kamerunie.
Doczekałam się, choć miałam już wrażenie, że nigdy do tej chwili nie dojdzie.
Zaczęłam z grubej rury na lotnisku w Douala od wykupywania swoich własnych kiełbasek z mojej własnej walizki, poprzez mandat za jazdę pod prąd – choć wręczony w prezencie tylko i wyłącznie nam, wśród całego tłumu ludzi, z wiadomych powodów... :), nastepnie dotarłam do pokoju pełnego pająków, robaczków, dżdżownic co rusz to wyłaniających się z najdziwniejszych kątków, aż po całonocną ulewę i burzę, której dźwięk zza okna sprawiał wrażenie, że jesteśmy w centrum trąby powietrznej.
Jak dobrze, że istnieją poranki.
BIENVENUE AU CAMEROUN !
P.S. Obrazek od małego Stasia, ciocia Aga wyskakująca z samolotu - wolę nie doszukiwać się w tym głębszych przepowiedni, ale dobrze,że mam spadochron!!