Misje w oczach tych, którzy zostają. cz.2
Misja w oczach tych którzy zostają - Kinga.
Misje... ciężko pozbierać swoje myśli związane z tym tematem. Bóg powołuje nas do szalonych, pięknych, ale i bardzo wymagających rzeczy. Od pierwszych naszych szczerych rozmów z Agą stało się dla mnie oczywiste, że wyjazd na misje jest jej marzeniem . Zaprzyjaźniając się z nią w głębi serca wiedziałam, że w pewnym momencie będzie to przyjaźń „na kilometrową odległość”. Byłam przekonana, że jest to szalone powołanie, ale dla Agi nie jest to przeszkoda tylko wyzwanie, któremu podoła.
W moich oczach misje Agi są nie tylko próbą wypełniania przez nią powołania i okazywania dobroci innym, jest to też, a może przede wszystkim próba poznawania siebie, walki ze słabościami i udowadnianie sobie, że niemożliwe jest możliwe. Myślę, że Aga szczególnie doświadcza tam osobistego spotkania z Bogiem – w swojej samotności, w potrzebującym człowieku, w tych wszystkich sytuacjach, które nie są łatwe.
Zostając tutaj gdy ktoś tak bliski wyjeżdża mierzę się z bardzo przeciwstawnymi emocjami: radością i smutkiem, niepokojem i pokojem serca, tęsknotą i bliskością, niemocą i ogromną siłą. Te wszystkie emocje są po ludzku paradoksalne, ale wierzę, że mają głębszy sens:
Radość – bo po ludzku wiem, że marzenia skrywane w sercu mają nadzieję się spełnić, smutek – po stracie kogoś bliskiego.
Niepokój – ponieważ nie jestem w stanie wszystkiego wiedzieć ani przewidzieć, pokój – bo wiem że Aga jest we właściwym miejscu i że właśnie tam Bóg ją chce i potrzebuje.
Tęsknota – po ludzku tęsknię za przyjaźnią która w takiej formie jak przywykłam już nie wróci, bliskość – pomimo niewielkiego kontaktu czuję że nawet przez krótkie wiadomości rozumiemy się bez słów.
Niemoc –uczę się, że nie na wszystko jestem w stanie odpowiedzieć, w taki sposób w jaki bym chciała i co zaskakujące czuję ogromną siłę wiedząc, że Aga ma odwagę żyć w taki sposób do jakiego została stworzona i powołana.
Uważam, że zostając tutaj uczymy się być przy..., akceptować, i godzić z planami, a przede wszystkim uczymy się miłości pomimo: odległości, granic, ludzkich oczekiwań, planów, marzeń i bezsilności.
Głęboko wierzę, że każdy z nas ma misję w życiu czasami różnie nazywaną. Zostaliśmy stworzeni przez miłości do miłości i to jest powołanie każdego z nas. Ojciec Andrzej Madej OMI, którego bardzo cenię w moim życiu powiedział raz: „Czuję, że najważniejsze jest wciąż przede mną. Przeczuwam w sobie źródła, które dopiero odkryje, dary które pomnożę, miłość którą Bóg pomoże mi wypełnić...” i właśnie w takim kluczu próbuje patrzeć na misje każdego kogo spotykam. Wierzę że to On uzdalnia Agę i nas do po ludzku niemożliwego.
Kinga