Pierwsza wizyta w domu pacjenta
Pewnego dnia odwiedziłyśmy jednego z chorych, który przebywał w szpitalu położnym niedaleko Dibamby. Młody chłopak po operacji amputacji kończyny dolnej, który jakoś przetrwał najgorsze chwile od razu czekając na protezę, która będzie dla niego zrobiona w protezowni CM.
W drodze powrotnej zatrzymałyśmy się na chwilę, żeby sprawdzić stan jednej z pacjentek leprozorium, która przebywała w domu pod opieką rodziny. 42-letnia kobieta leżała zwinięta na podłodze, owinięta w chusty. Trzęsła się, miała przykurcze, gorączkę, objawy neurologiczne. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w agonii. Nieoczywiste, bo Pani po chorobie nowotworowej, lecz wśród członków rodziny panowała malaria.
Z jej powodu umiera rocznie ponad milion ludzi. Możesz zachorować sto razy w ciągu roku, za każdym razem mieć identyczne objawy, a ostatecznie to nic nie zmienia, dalej nie jest rozpoznawana przez tutejszych mieszkańców.
Rodzina nasmarowała całe Jej ciało pobłogosławioną przez księdza solą i krążyła wokół śpiewając religijne piosenki.
Zabieramy Panią do jeepa i jedziemy do szpitala z którego dopiero wróciłyśmy. Jednak pełniące dyżur pielęgniarki wyrzucają nas - nie ten profil szpitala, nie ten stan pacjentki. Nieważne, że „urgence” – nie - znaczy NIE.
Jedziemy do kolejnego. „Jedziemy”, czyli przebijamy się najpierw przez błotniste drogi tempem 5km/h, aż dojeżdżamy do drogi asfaltowej, gdzie na kilku m2 jest nasz jeep, trzy motory i przechadzająca się między nimi Pani z koszem pełnym warzyw na głowie.
Ostatecznie po różnorodnych bojach Pani zostaje przyjęta, choć pewnie jutro – jeśli przetrwa odbierzemy ją i zabierzemy dalej, może do leprozorium?
Rodziny nie stać na opłacenie opieki w szpitalu, zapłaciłyśmy pierwszy dzień, jutro zobaczymy co dalej.
W Kamerunie szpitalu państwowym pacjent płaci za każdą wykonaną procedurę, badanie, zużyty sprzęt, środki ochrony osobistej, mydło, którym lekarz myje ręce po kontakcie z pacjentem, aż po zużyty worek na śmieci. Nie wspominając o tym ile razy chcą, żeby płacić „dwa razy”, albo i trzy, a mimo to dalej rzucane są komentarze sugerujące, że pacjentka taka, jak nasza powinna zostać w domu, bez udzielenia jej opieki medycznej.
Pieniądze, pieniądze, pieniądze.
Czy nadejdą dni, gdy pieniądze nie będą decydować o tym kto ma dalej żyć?