"Powołanie jest tam, gdzie kochasz bardziej"
/Tekst napisany do biuletynu katechetycznego diecezji bielsko-żywieckiej/
Od października 2021 roku posługuję na placówce misyjnej Leprozorium de la Dibamba w Kamerunie. Mam zaszczyt – nieprzesadnie użyję tego stwierdzenia!- być tutaj we wspólnocie międzynarodowej z Siostrami Karmelitankami Misjonarkami –
Obecnie jest nas 5: kanadyjka, hiszpanka, belgijka, kongijka i ja- polka. W najbliższą niedzielę dołącza do nas jeszcze aspirantka pochodzenia kameruńskiego. Pozostajemy więc w obszarze 3 kontynentów, ale 6 krajów. Przepiękne bogactwo, którym wzajemnie możemy się dzielić. Dla mnie to podwójnie bogactwo, ponieważ tutejsze Siostry niejako „wpuściły mnie” do swojego życia i mogę z bliska obserwować ich życie całkowicie poświęcone Bogu i ludziom oraz uczyć się od nich otwartości na drugiego człowieka, bliskości, czułości i oddania tym, do których są posłane.
Pracujemy tutaj na misji głównie z osobami chorymi, którzy w szpitalu przebywają po kilka miesięcy, czasami aż do roku czasu (główną specjalizacją ośrodka zdrowia Leprozorium de la Dibamba jest leczenie rozległych ran przewlekłych), jednak nasza praca wykracza daleko poza medyczne czynności związanymi z opieką nad chorymi. Specyfika tego miejsca polega na tym, że po prostu z nimi żyjemy. Na ten czas, który tutaj spędzają stajemy się ich rodziną. Towarzyszymy, spędzamy wspólnie czas, modlimy się, przygotowujemy śpiewy na Eucharystię, słuchamy, żartujemy, jesteśmy. Tworzymy dom. Uczymy siebie oraz chorych wzajemnej solidarności. Większość z naszych pacjentów to osoby skrajnie ubogie lub bezdomne. Próbujemy im pokazać, że mogą dzielić się z innymi, nawet wtedy gdy nie mają nic. Myślę, że solidarność w cierpieniu naprawdę łączy ludzi we wspólnotę. Miejsce, które kojarzy się z nędzą, smutkiem, śmiercią, a tak naprawdę jest w nim życie, radość, nadzieja. Miłość leczy z wszelkich ran społecznych, rodzinnych, moralnych, duchowych. Jeśli tworzymy atmosferę bezwarunkowej miłości, gdy przyjmujemy każdego człowieka takiego jakim jest, gdzie dajemy im możliwość odkrywania Boga w drugim człowieku, ale także w sobie samym, jako dobroć i czułość… uzdrowienie fizyczne, które się tutaj dokonuje łączy się zawsze z uzdrowieniem wewnętrznym.
Powtarzam to na każdym kroku, gdy ktoś mnie pyta o tą konkretną misję, że Dibamba to naprawdę miejsce cudów.
W świecie ukierunkowanym na rozwój osobisty człowieka, ja osobiście w Kamerunie spotkałam osoby, które codziennie mi pokazują, że najpiękniejszym „kierunkiem” jest wybór drogi w stronę Boga i drugiego człowieka, tego, który jest DZIŚ postawiony na mojej drodze.
Niedawno przeczytałam takie zdanie, że „powołanie jest tam, gdzie kochasz bardziej.”
Ja dopiero rozpoczynam swoje misyjne doświadczenie, ale Siostry z mojej wspólnoty obecne w Afryce od kilkunastu lat wszystkie zgodnie potwierdzają, że misje przede wszystkim uczą miłości. Powołanie misyjne to słuchanie, towarzyszenie, trwanie w ciszy, pozwolenie komuś na cierpienie- dzielenie z nim tego cierpienia poprzez stałą obecność i dyspozycyjność; przysłowiowe „wzięcie na klatę”- wzięcie na siebie odpowiedzialności za bycie z tym, komu nie potrafisz i nie możesz pomóc. Ale jesteś, nie wycofujesz się, nie opuszczasz głowy, lecz trzymasz go uparcie za rękę.
Ja jestem tutaj, na misjach, medykiem, powiedziałabym medykiem – towarzyszem. Towarzyszem w modlitwie, w codziennym życiu sióstr, czasami jestem oczami dla chorych na trąd, którzy nie widzą, innym razem kulą dla tych, którzy nie mogą chodzić o własnych nogach. Trochę takim wędrowcem między nieszczęściami a uśmiechami.
Żyjąc na misjach odkrywanie w ogóle życia jako wędrówki jest bardzo namacalne. Jesteś daleki od świata, który znasz, zdecydowanie wyrwany poza wszelkie strefy komfortu. Błądzisz między tym, co wydaje ci się, że znasz, a tym co tak naprawdę dopiero poznajesz, krążysz wśród wszelkich różnic kulturowych, społecznych, intelektualnych, religijnych, idziesz krok do przodu, a później cofasz się z pięć kroków do tyłu nie rozumiejąc zupełnie otaczającej cię rzeczywistości. Ale właśnie w tym zagmatwaniu dróg odkrywasz tą najważniejszą wędrówkę- poznania samego siebie i zrozumienia tego, czym tak naprawdę możesz dzielić się z drugim człowiekiem.
Wszyscy mamy ogromny fundament, który otrzymaliśmy za darmo i możemy się nim dzielić – to nasz entuzjazm, talenty, wiara, uśmiech, życzliwe słowo, wiedza, zawód, umiejętności, uczynki, żarty. Ludziom, których spotykamy na misjach nie potrzeba wiele – prosta obecność może stać się znakiem miłości Boga, którą możemy reprezentować. Musimy tylko w to uwierzyć, że Pan Bóg naprawdę przez nas działa i uzdalnia nas do świadectwa we wszelkich sytuacjach z którymi mierzymy się każdego dnia.
Co najpiękniejsze – ta misja łączy nas wszystkich – kapłanów, osoby konsekrowane i świeckie – na Alasce, w Kamerunie,
czy w Bielsku-Białej – być znakiem Miłości w świecie.